Przekład i wywiad Izabella Teresa Kostka.
Intervista e traduzione Izabella Teresa Kostka.
L’intervista in versione originale italiana è pubblicata sotto la traduzione in polacco.
***
Kobiety wyjątkowe, błyskotliwe i utalentowane, silne i zdeterminowane, o szerokich horyzontach i wysublimowanym uroku. Dzisiaj mam przyjemność rozmawiać z jedną z nich. Alessandra Vinotto to typowy mieniący się kolorami kalejdoskop, który potrafi zaskakiwać nas na wielu polach walki. Poznajmy się lepiej!
1. I.T.K.: Witaj Alessandro, cieszę się, że przyjęłaś me zaproszenie do rozmowy. Jesteś Artystką w 360°, zajmujesz się literaturą, reżyserią, sztuką wizualną i nie ma na dworze Apolla dziedziny, z którą nie potrafisz się zmierzyć. W twym osobistym odczuciu, jak zdefiniowałabyś samą Sztukę, czym ona dla Ciebie jest?
A.V.: Sztuka jest tym, co odróżnia ludzi od większości zwierząt (choć nie wszystkie są pozbawione instynktów estetycznych: na myśl przychodzi ośmiornica, która ozdabia swoją jamę lustrami, muszlami, drewnem i kolorowymi bączkami, lub altanniki Vogelkopf czyli „ptaki ogrodowe”, które ozdabiają obszar wokół swojego gniazda) i co bardziej niż cokolwiek innego może nam przynieść ulgę. Gdybyśmy więcej myśleli o sztuce, mielibyśmy mniej czasu na rozmyślanie o wojnach, nienawiści rasowej, przemocy, gdyż jest ona silnym spoiwem, które niszczy granice, jest balsamem, który leczy wszelkie dolegliwości. Jest to forma ludzkiej ekspresji, która łączy ludzi i poprzez przekazywanie bezpośrednich lub pośrednich wiadomości wywiera głęboki wpływ na ich emocje. Dla mnie sztuka jest życiem, a życie jest sztuką: zawsze potrafiłam tworzyć, wyobrażać sobie, wymyślać światy i postaci. Żaden dzień nie jest dla mnie pozbawiony bodźców artystycznych, chodzę na wiele wystaw, śledzę przedstawienia teatralne i koncerty, filmy i przeglądy poezji, bo uważam, że dzień całkowicie pozbawiony sztuki jest dniem straconym. Dla mnie „sztuka” oznacza wolność istnienia i wyrażania siebie, oznacza piękno, równowagę, harmonię. Krótko mówiąc, jest to coś, czego nie należy sobie odmawiać, jeśli chce się być szczęśliwym!
2. I.T.K.: Odnosisz sukcesy w wielu dziedzinach, od poezji poprzez reżyserię po sztuki wizualne. Który rodzaj ekspresji artystycznej jest jednak Tobie najbliższy, słowa, film czy instalacje? Które z tych środków wyrazu najbardziej Ciebie reprezentują?
A.V.: Podsumowując, synestezja najlepiej oddaje mój sposób działania: możliwość zapewnienia osobom oglądającym moje dzieła wrażenie wykraczania poza granice zmysłów i postrzegania wszystkiego w jednej sferze sensorycznej to naprawdę najlepsze! Oczywiście nie zawsze jest to możliwe do osiągnięcia. Dlatego często pracuję na wielu płaszczyznach, na przykład w tym okresie pewien współczesny muzyk zamówił u mnie teksty piosenek na swój koncert zatytułowany „Planety”, w którym mogę swobodnie poruszać się między mitem a kosmosem. Projektuję całkowicie „racjonalne” dzieło multimedialne na festiwal naukowy, który odbędzie się przyszłej jesieni, przygotowuję część moich prac do ważnego międzynarodowego katalogu sztuki, który zostanie zaprezentowany w Nowym Jorku w przyszłym roku, piszę scenariusz do dystopijnego filmu fabularnego i przygotowuję mój kolejny tomik poezji. Szczerze mówiąc, nie wiedziałabym, co wybrać, ponieważ każda dziedzina daje mi inne impulsy i wszystkie dają mi ogromną satysfakcję. Krótko mówiąc, nadal nie wiem, co będę robić, kiedy dorosnę, więc nadal eksploruję.
3.I.T.K.: Na swojej drodze napotkałaś na pewno wiele interesujących osobowości kulturalnych. Które z nich wywarły na tobie największe wrażenie, a może miały także wpływ na twój rozwój osobisty i artystyczny? Jesteś podatnym gruntem na zewnętrzne wpływy czy kierujesz się tylko własnym zdaniem i estetyką?
A.V.: Już jako dziecko wykazywałam silną indywidualność, a w głębi duszy pozostałam samotna, czyniąc stwierdzenie Schopenhauera swoim „Kto nie kocha samotności, ten nie kocha też wolności, bo wolny jest tylko ten, kto jest sam”. Często jestem izolowana od świata, od natury, z powodu przewlekłej choroby, która sprawia, że jestem bardzo wrażliwa i podatna na wszelkiego rodzaju infekcje. Poza tym moim egzystencjalnym wyborem, lubię porównywać własną wizję świata z innymi punktami widzenia, lubię poddawać swoją pracę różnym opiniom, aby nigdy nie przestać się rozwijać. Jedyną osobą, z którą rywalizuję, jestem ja sama. Nie uważam, że trzeba górować nad innymi, ale ważne jest to, by być lepszym w porównaniu do tego, kim byłam wczoraj. Z tego powodu biorę pod uwagę przykład z ludzi, którzy mnie poprzedzili, biorę pod uwagę zasady i nauki wszystkich mistrzów i Pigmalionów, których miałam: każdy z nich, na swój sposób i w różnym czasie, wpłynął na jakiś aspekt mojego wnętrza, na mój wyraz artystyczny, i zawsze będę wdzięczna każdemu z nich za cenny dar ich czasu i uwagi. Nie sposób wymienić ich wszystkich! Noszę ich w sercu.
4. I. T.K.: Na swej drodze artystycznej zapoznałaś się z nurtem Realizmu Terminalnego stworzonego przez Guido Oldani’ego. Dołączyłaś do niego z entuzjazmem, chociaż nie wszystkie twe dzieła do niego przynależą. Opowiesz nam więcej o tym doświadczeniu?
A.V.: Realizm terminalny pojawił się w moim życiu niemal przez przypadek, niespodziewanie, jak to często bywa w przypadku wspaniałych doświadczeń. Stało się to w momencie wielkiej izolacji i samotności: pandemii Covid-19, która zmusiła mnie do odizolowania się od wszystkich, w tym od mojego syna, męża, siostry, ukochanej rodziny i najdroższych przyjaciół. Uświadomiła mi, jak ważne jest to, by być zjednoczonym w celu wspierania i obrony podstawowych wartości ludzkich. Z radością przyłączyłam się do założeń ruchu, uznając je za bardzo trafne i odpowiadające moim szczególnym potrzebom poetyckim i etycznym. Oczywiście, nie wszystkie moje dzieła mogą należeć do tego nurtu, ponieważ zanim poznałam przedstawicieli Realizmu Terminalnego, byłam już od lat uznaną intelektualistką! Napisałam i stworzyłam tak wiele, że wyrzucenie wszystkiego w błoto i zaczynanie od nowa byłoby naprawdę bezsensowne. Jednakże w ostatnich latach poświęciłam kilka ważnych prac zasadom Realizmu Terminalnego (i nie tylko tego ściśle poetyckiego, opublikowanego już w trzech antologiach RT): oprócz fotoportretu Guido Oldaniego jest m.in. praca wykonana przeze mnie w charakterze artystki wizualnej na stulecie Pasoliniego, wystawiona we Włoskim Instytucie Kultury w Amsterdamie „PIER PAOLO PASOLINI 2.0. „Ziemia, której nie ma” lub dzieło „NO WAR” stworzone dla Art Commission Genova, prezentowane podczas podróży po Europie jako wołanie o pokój. Sam Guido Oldani wykorzystał je jako dodatek do swojego krótkiego artykułu przeciwko wojnie. Wierzę, że Realizm Terminalny jest fundamentalnym i kształtującym mnie doświadczeniem, stymulującą współpracą oraz ścieżką, którą mam nadzieję podążać jeszcze wiele razy.
5. I.T.K.: Przez lata współpracowałaś z najważniejszymi wydawnictwami branżowymi jako reporter podróżniczy, uczyłaś fotografii i byłaś głównym fotografem scenicznym w teatrze Teatro dell’Opera Carlo Felice w Genui i Teatro Cantero w Chiavari. Czy Twoim zdaniem sztuka teatralna ma w sobie coś więcej, jest bogatsza od innych dziedzin?
A.V.: Uwielbiam teatr jako zwierciadło życia.
Dwóch autorów z przeszłości syntetycznie zdefiniowało kiedyś tę podstawową dla mnie koncepcję. Jednym z nich jest Seneka, które mówił „Życie jest jak komedia: nieważne, jak jest długa , ale jak jest odegrana”. Drugim autorem jest Pirandello: „Na własnej skórze przekonasz się, że w długiej podróży życia spotkasz wiele masek i mało twarzy”. Uważam, że eksploracja teatralna jest niezwykle przydatna w zrozumieniu wszelkich problemów ludzkich. Od starożytnych Greków aż po autorów współczesnych nie ma tekstu teatralnego, który nie podejmowałby problemów interpersonalnych, intymnych i społecznych. Dlatego też mogę powiedzieć, że teatr ma w sobie coś więcej, bo nie bez powodu ukończyłam studia na wydziale literatury ze specjalizacją z krytyki teatralnej i przez długi czas pracowałam jako fotografka na scenach krajowych i międzynarodowych. Mimo, że od kilku lat moje życie jest dalekie od sceny (niestety pod względem zawodowym nie mam wystarczająco dużo czasu, aby robić wszystko), teatr jest dla mnie lekcją, którą zawsze będę w sobie nosić i zawsze będzie integralną częścią mojej osobistej oraz artystycznej podróży.
6. I.T.K.: Wystawiałaś swoje prace w Nowym Jorku, Los Angeles, Berlinie, Amsterdamie, Paryżu, Barcelonie, Park City, Montrealu, San José (Kalifornia), Pradze, Monachium, Liège, Budapeszcie, Hadze, Rzymie, Mediolanie, Genui, Turynie, Taorminie i Wenecji. W 2024 roku Twoja praca została opublikowana w katalogu sztuki współczesnej zaprezentowanym w METROPOLITAN MUSEUM w Nowym Jorku, a także zaprezentowana na Biennale Sztuki Współczesnej w Wenecji. Co jest dla Ciebie cenniejsze: nagrody jury czy uznanie publiczności?
A.V.: Ani jedno, ani drugie, przepraszam: dla mnie absolutnie najważniejsza jest ekspresja pracy artystycznej, jej nieustanny ruch, który sprawia, że artysta nieprzerwanie tworzy, aby przekazać swoje najgłębsze potrzeby. Oczywiście, żadne dzieło tych, którzy tworzą sztukę, nie miałoby takiego samego znaczenia, gdyby nie cieszyło się uznaniem publiczności, a krytyka jest niezbędna, aby nadać wagę samemu dziełu, umieścić je w określonej perspektywie, zdefiniować, opowiedzieć o nim, a nawet wyjaśnić. Nigdy nie możemy jednak tracić z oczu głównego celu sztuki, jakim jest interpretacja wizji świata. W tym kontekście bardzo podoba mi się stwierdzenie Prousta: „Świat nie był stworzony tylko raz, ale tworzony za każdym razem, gdy pojawiał się oryginalny artysta”. Jestem głęboko przekonana, że „odczytywanie” rzeczywistości przez artystów z różnych dziedzin wnosi fundamentalny wkład w rozwój myśli, a proces ten wiąże się w równym stopniu z właściwym uznaniem krytyków, jak i podstawową interakcją z publicznością.
7. I.T.K.: Jesteś naprawdę niezwykłą kobietą, jesteś pierwszym włoskim reżyserem, który nakręcił teledysk w stereoskopowym 3D w 2010 roku! Chcesz o tym porozmawiać?
A.V.: Oczywiście, piękne wspomnienie: dzięki teledyskowi „Will dogs run” Hollowblue, mój współreżyser i ja wygraliśmy pierwszą nagrodę na prestiżowym Festiwalu Filmów 3D w Hollywood, rozpoczynając w ten sposób współpracę ze znanym producentem z Los Angeles, Bobem Johnstonem, która trwała kilka lat. Doprowadziła ona do prowadzenia kursów mistrzowskich na temat stereoskopowego filmowania 3D w całej Europie oraz przyczyniła się do tego, że moje prace prezentowano i wyświetlano na różnych festiwalach w USA, nawet na satelicie 3D Festiwalu Filmowego Sundance! W rzeczywistości jednak doświadczenie związane ze stereoskopowym 3D, które dało mi najwięcej satysfakcji, to nakręcenie, jako jedyny reżyser, filmu „Viceversa 3D” we włoskim pawilonie na Biennale w Wenecji w 2013 r. Był to pierwszy europejski dokument o sztuce współczesnej nakręcony w rozdzielczości 4K i stereoskopowym 3D, z tekstami krytyka sztuki Bartolomeo Pietromarchiego. Od tego momentu moja ścieżka twórcza poszerzyła się w sposób eksponencjalny, a to pozwoliło mi zagłębić się w wiele aspektów sztuki, co bardzo mnie usatysfakcjonowało.
8. I.T.K.: Ostatnio bardzo dużą polemikę wywołuje pojawienie się AI i jej zastosowanie w życiu, a co za tym idzie i w sztuce. Uważasz, ze sztuczna inteligencja przyczyni się do nieograniczonego rozwoju tego świata czy jest raczej dla niego zagrożeniem?
A.V.: Dyskusja na temat sztucznej inteligencji byłaby zbyt długa i głęboka, ale postaram się ją streścić. Oczywiście postęp technologii jest zawsze bardzo stymulujący dla artysty wizualnego, ponieważ poszerza możliwości ekspresji na niezbadane pola, ale osobiście (pomimo moich wcześniejszych technologicznych „rekordów” wspomnianych powyżej!) nie lubię nawet całkowicie polegać na Photoshopie i podobnych programach przy tworzeniu. Nawet moje dzieła sztuki cyfrowej powstają na podstawie prawdziwych zdjęć zrobionych przeze mnie i zmontowanych za pomocą cyfrowego kolażu, w którym nieludzki czyli sztuczny wkład jest prawie nieistniejący. Jeśli chodzi o mnie, nie wierzę, że sztuczna inteligencja sama w sobie może znacząco przyczynić się do rozwoju sztuki, która sama w sobie żywi się ludzką fantazją i jest jej ucieleśnieniem, ani też że może stanowić dla niej realne zagrożenie. Chcąc rozjaśnić moje myślenie, spróbuję wyjaśnić, jak działa sztuczna inteligencja, gdy zostanie poproszona o stworzenie obrazu, zaczynając od koncepcji bardzo dobrze wyrażonej przez Ferlę. Założeniem sztucznej inteligencji jest to, że obraz powstaje z tekstu, co jest po prostu absurdalne, ponieważ przekształcenie tekstu w obraz wiąże się zarówno z interpretacją, która nie może być jednoznaczna, jak i nieuchronną utratą danych. Weźmy na przykład poezję. Ona również zawiera obrazowanie, które jednak nie pokrywa się z obrazowaniem wizualnym, ponieważ pamięć wzrokowa działa w oparciu o inny rodzaj mechanizmu. Obraz wytworzony przez sztuczną inteligencję na podstawie tekstu jest więc interpretacją algorytmu, który wymyśli coś, co nigdy nie byłoby tym, co artysta stworzyłby autonomicznie. Dlatego wierzę, że prawdziwa sztuka nie będzie zagrożona przez sztuczną inteligencję. Obawiam się, że w kryzys wpadną sektory komercyjne, bo – żeby podać trywialny przykład – żeby nakręcić film promocyjny lub sesję zdjęciową na Karaibach czy na Evereście, trzeba było ponieść wszystkie koszty oraz ryzyko meteorologiczne i produkcyjne, jakie wiążą się z takimi wyprawami. Teraz natomiast można to wszystko zrobić, siedząc wygodnie przed komputerem i rozmawiając ze sztuczną inteligencją. Jedynym ryzykiem jest zatem to, że w przyszłości klient, zamiast konsultować się z profesjonalistami z różnych dziedzin, będzie „prosił” AI o tworzenie projektów itp. w sposób wirtualny. Nie musimy się jednak tym aż tak bardzo martwić: wystarczy obejrzeć film promocyjny Castelli Romani z Francescą Giubelli (influencerką, która nie jest człowiekiem, ale została stworzona przez sztuczną inteligencję) jako świadectwo, aby zrozumieć, że z powodu całkowitego braku empatii nie jest ona w stanie odpowiednio przekazać przesłania. Rozwiązanie istnieje: osobom kreatywnym wystarczy skupić się na promowaniu własnych cech i zalet, których sztuczna inteligencja w żaden sposób nie jest w stanie zapożyczyć. Ostatecznie naprawdę wierzę, że najlepszym sposobem na przeciwstawienie się dominacji sztucznej inteligencji jest poleganie na ludzkiej kreatywności!
9. I.T.K. : Mówi się o kryzysie w sztuce, ludzie nie czytają, mało chodzą do kina i do teatru, szerzy się chamstwo i wulgarność, brak wrażliwości. Taka szkoda, przecież sztuka byłaby w stanie złagodzić obyczaje! Co o tym sądzisz?
A.V.: Udowodniono naukowo, że nawet osoby poważnie chore, jeśli poświęcą czas i uwagę jakiejś dziedzinie sztuki (niech będzie to muzyka, literatura, sztuka figuratywna lub abstrakcyjna, poezja), przebieg ich choroby ulega znacznej poprawie. Nie wspominając o krowach, które dają więcej mleka i kurach, które znoszą więcej jaj! Szczerze wierzę w skuteczność terapii przez sztukę i sądzę, że aby stworzyć lepszy świat, powinniśmy wprowadzić naukę sztuki do szkół na wszystkich szczeblach, a nie ograniczać tak, jak próbujemy to robić. Przede wszystkim dlatego, że ludzki mózg potrzebuje sztuki jak tlenu i pożywienia! Nie jest przypadkiem, że bawimy się od najmłodszych dni życia, a potem jako dzieci tańczymy, śpiewamy, opowiadamy historie i rysujemy. Wszystkie te czynności są fundamentalne dla naszego rozwoju sensorycznego i mózgowego, pozwalają nam rozwijać umiejętność uczenia się. Nie wspominając o tym, że sztuka współczesna jest również jednym z filarów społeczeństwa, gdyż poprzez tworzenie naszych dzieł my, artyści, możemy wyrażać różne punkty widzenia na kwestie ekonomiczne i polityczne, a także rozmawiać o sprawiedliwości społecznej, kwestiach etycznych i środowiskowych, podejmując owocne i konstruktywne dyskusje! Krótko mówiąc: życie pozbawione sztuki straciłoby sens.
10. I.T.K.: Jako artystka z dużym dorobkiem co byś powiedziała osobie, która wkraczając w dorosłe życie postanawia dołączyć do wielbicieli Muzy. Według Ciebie warto poświęcić się sztuce czy jest to raczej relikt przeszłości?
A.V.: Sztuka JEST, zawsze była i zawsze będzie. Pomyślmy o malowidłach jaskiniowych sprzed ponad 50 000 lat lub rzeźbach tzw. paleolitycznych „Wenus” (niewielkie posągi z kości, kości słoniowej, kamienia przedstawiające postacie kobiece z bardzo widocznymi genitaliami, rozpowszechnione w różnych kulturach prymitywnych, od Atlantyku po Syberię).
Nie jest przypadkiem, że ludzkość od samego początku odczuwała potrzebę stworzenia czegoś, co wykraczałoby poza potrzeby fizjologiczne. W rzeczywistości obecnie wiadomo, że istnieją obszary mózgu poświęcone sztuce: od kory mózgowej odpowiedzialnej za rozpoznawanie muzyki lub tańca, po układ przetwarzania obrazu, który z taką samą szybkością tworzy rzeczywiste i fikcyjne obrazy. Z tego powodu, cytując Wygotskiego „Celem sztuki jest przekazanie wrażenia rzeczy widzianej, a nie widzianej wcześniej”, możemy stwierdzić, że sztuka jest podstawą relacji z otoczeniem: wymyślanie czegoś, czego wcześniej nie było, poprzez akt twórczy, pomaga nam zebrać, rozwinąć i przetworzyć nasze najgłębsze doświadczenia. Dlatego sugeruję każdemu zmierzenie się z Klio, Euterpe, Thalią, Kaliope, Melpomeną, Terpsychorą, Polihymnią, Erato i Uranią, w zależności od osobistych predyspozycji!
Włochy, kwiecień 2025
***
INTERVISTA AD ALESSANDRA VINOTTO:
Donne uniche, brillanti e talentuose, forti e determinate, di larghe vedute e dal fascino sublime. Oggi ho il piacere di parlare con una di loro. Alessandra Vinotto è il tipico caleidoscopio di colori e sa sorprenderci su molti campi di battaglia. Tenteremo di conoscerLa meglio!
- I.T.K.: Ciao Alessandra, sono contenta che tu abbia accettato il mio invito a questa intervista. Sei un’ Artista a 360°, lavori nel settore letterario e delle arti visive, sei una regista e non c’è campo alla corte di Apollo che tu non possa affrontare. Come definiresti l’Arte ? Che cosa significa per te?
A.V.: L’arte è ciò che differenzia l’essere umano dalla maggior parte degli animali (ma non tutti sono privi di istinti estetici: mi viene in mente il polpo, che decora la sua tana con specchietti, conchiglie, legni e cime colorate, o i Bowerbird Vogelkopf, gli ‘uccelli giardinieri’, che decorano l’area intorno al loro nido) e che più di ogni altra cosa può darci sollievo.
Se pensassimo di più all’arte avremmo meno tempo per pensare alle guerre, all’odio razziale, alla violenza: è un potente collante che annienta i confini, è un balsamo che cura tutti i mali.
È una forma di espressione umana che connette le persone, che trasmettendo messaggi diretti o indiretti influenza profondamente le emozioni.
Per me l’arte è vita, e la vita è arte: non potrei mai fare a meno di creare, immaginare, inventare mondi e personaggi. Nessuno dei miei giorni è privo di stimoli artistici, vado a moltissime mostre d’arte, seguo il teatro e i concerti, il cinema e le rassegne poetiche, perché ritengo che una giornata totalmente priva di arte sia una giornata sprecata.
‘Arte’ per me significa libertà di esistere ed esprimersi, significa bellezza, equilibrio, armonia. Qualcosa insomma dalla quale non bisogna astenersi per poter essere felici!
- I.T.K.: Hai ottenuto successo in molti campi: poesia, regia e arti visive. Quale tipo di espressione artistica ti è più vicina: le parole, i film o la fotografia? Quale di questi modi di espressione ti rappresenta di più?
A.V.: Dovendo sintetizzare, la sinestesia è ciò che più rappresenta il mio modus operandi: riuscire a donare, a chi guarda una mia opera, la sensazione di sconfinare tra i sensi per percepire il tutto in un’unica sfera sensoriale è veramente il massimo!
Ma ovviamente non sempre ciò è realizzabile.
E quindi sovente mi trovo a lavorare su più livelli; ad esempio, in questo periodo un musicista contemporaneo mi ha commissionato dei testi per un suo concerto intitolato “Pianeti”, nei quali mi muovo liberamente tra il mito e il cosmo; sto progettando un’opera multimediale assolutamente ‘razionale’ per un festival scientifico che avrà luogo il prossimo autunno, preparo alcuni miei lavori per un importante catalogo d’arte internazionale che sarà presentato a New York il prossimo anno, sto scrivendo la sceneggiatura di un lungometraggio distopico e sto preparando la mia prossima silloge poetica: francamente non saprei cosa scegliere, perché ogni ambito mi dona impulsi diversi e tutti mi regalano immense soddisfazioni.
Insomma, non so ancora cosa farò ‘da grande’, e quindi continuo ad esplorare.
- I.T.K.: Durante il tuo cammino avrai sicuramente incontrato molti personaggi culturali di spicco. Qualcuno di loro ha forse lasciato il segno più profondo e ha avuto un impatto importante sul tuo sviluppo personale e artistico? Ti lasci plasmare da influenze esterne oppure segui solo la tua opinione e le tue scelte individuali?
A.V.: Già da bambina manifestavo un’individualità decisa e in fondo in fondo sono rimasta una solitaria: facendo mia l’affermazione di Schopenhauer
“Chi non ama la solitudine non ama neppure la libertà, perché si è liberi unicamente quando si è soli”, sono sovente isolata dal mondo, nella natura, complice una malattia cronica che mi rende molto fragile e soggetta a contagi di ogni tipo.
Al di là di questa mia scelta esistenziale amo confrontarmi con altri punti di vista, mi piace sottoporre il mio operato a pareri diversi, per non smettere mai di crescere.
L’unica persona con cui sono in competizione è me stessa: non ritengo per nulla importante primeggiare sugli altri, ma solo migliorarmi rispetto a chi ero ieri.
Per questo tengo conto degli esempi di chi mi ha preceduto, dei precetti e degli insegnamenti di tutti i maestri e i pigmalioni che ho avuto: ciascuno, in modi e tempi diversi, ha influenzato qualche aspetto della mia interiorità, della mia espressione artistica e sarò sempre grata ad ognuno di loro per il dono prezioso del loro tempo e delle loro attenzioni.
Impossibile citarli tutti!
Ma li serbo tutti nel mio cuore.
4.I.T.K.: Nel tuo percorso artistico hai conosciuto il movimento del Realismo Terminale creato da Guido Oldani. Hai aderito ad esso con immenso entusiasmo, anche se non tutte le tue creazioni vi appartengono. Ti va di parlare di questa esperienza?
A.V.: Il realismo terminale è piombato nella mia vita quasi per caso, inaspettatamente, come spesso accade per le esperienze eccellenti, in un momento di grande isolamento e solitudine: la pandemia di Covid-19, che mi ha obbligato a stare lontana da tutti, compresi mio figlio, mio marito, mia sorella, i miei amatissimi familiari e i miei più cari amici, e facendomi comprendere quanto sia invece importante essere uniti per supportare e difendere i valori umani fondamentali.
Quindi ho aderito con gioia ai presupposti del movimento, trovandoli assai pertinenti e rispondenti a mie specifiche esigenze poetiche ed etiche.
Certo, non tutte le mie creazioni possono appartenervi perché prima dell’incontro con gli esponenti del Realismo Terminale ero già un’intellettuale affermata, da lustri! Tanto avevo scritto e creato che sarebbe stato davvero insensato gettare tutto ai rovi e ricominciare da zero.
Ho dedicato però diversi lavori importanti degli anni più recenti alle regole del realismo terminale (e non solo quelli strettamente poetici, già pubblicati su tre antologie RT): oltre al foto-ritratto di Guido Oldani, ad esempio, tra gli altri ci sono il progetto fatto in qualità di visual artist per il centenario di Pasolini, esposto all’istituto Italiano di Cultura di Amsterdam ‘PIER PAOLO PASOLINI 2.0. Nowhere Land’, o l’opera ‘NO WAR’ realizzata per Art Commission Genova, esposta in modo itinerante in tutta Europa come grido di pace, e che lo stesso Guido Oldani aveva utilizzato a corredo di un suo sintetico articolo contro la guerra.
Ritengo che il Realismo Terminale sia un’esperienza formativa fondamentale, una collaborazione stimolante, una strada che spero di poter percorrere ancora.
- I.T.K.: Hai collaborato per anni con le maggiori testate di settore come reporter di viaggi, hai insegnato fotografia e sei stata la fotografa di scena titolare del Teatro dell’Opera Carlo Felice di Genova e del Teatro Cantero di Chiavari. Secondo te l’arte teatrale ha una marcia in più?
A.V.: Amo follemente il teatro in quanto specchio della vita.
Due autori del passato hanno definito sinteticamente questo concetto per me basilare: uno è Seneca, “La vita è come una commedia: non importa quanto è lunga, ma come è recitata”, l’altro Pirandello : “Imparerai a tue spese che nel lungo tragitto della vita incontrerai tante maschere e pochi volti”.
Trovo che l’approfondimento teatrale sia straordinariamente utile per comprendere tutte le questioni umane: dagli antichi greci agli autori contemporanei non c’è testo teatrale che non abbia indagato problematiche interpersonali, intime o sociali.
Per questo forse si, posso affermare che il teatro ha una marcia in più: non a caso mi sono laureata in Lettere ad indirizzo Critica Teatrale ed ho lavorato a lungo come fotografa sui palcoscenici nazionali ed internazionali.
Nonostante da qualche anno la mia vita si sia allontanata dalle scene -lavorativamente parlando- perché purtroppo non avevo tempo sufficiente per poter fare tutto, quello teatrale è stato un insegnamento che mi porterò sempre dentro, e continuerà a far parte integrante del mio percorso personale e artistico.
- I.T.K.: Hai esposto le tue opere a New York, Los Angeles, Berlino, Amsterdam, Parigi, Barcellona, Park City, Montreal, San Josè (Ca), Praga, Monaco di Baviera, Liegi, Budapest, L’Aia, Roma, Milano, Genova, Torino, Taormina e Venezia.
Nel 2024 sei stata pubblicata sul Catalogo dell’Arte Contemporanea presentato al METROPOLITAN MUSEUM di NEW YORK nonché hai esposto alla Biennale d’arte Contemporanea di Venezia. Cosa è più prezioso per te: i premi della giuria o il riconoscimento del pubblico?
A.V.: Né l’uno né l’altro, mi dispiace: per me ciò che resta in assoluto più significativo è l’espressione del lavoro artistico, ovvero il moto perpetuo che porta l’artista a creare continuamente per comunicare le sue istanze più profonde.
Certo, il lavoro di chi fa arte non avrebbe lo stesso peso senza la fruizione del pubblico, e la critica è basilare per dare una tara al suo operato, per collocarlo in una data prospettiva, definirlo, raccontarlo e anche spiegarlo, ma non bisogna mai perdere di vista lo scopo principale dell’arte, ovvero l’interpretazione della visione del mondo: amo molto, a questo proposito, un’affermazione di Proust, “Il mondo non è stato creato solo una volta, ma tutte le volte che è sopravvenuto un artista originale”.
Credo fermamente che la ‘lettura’ della realtà da parte degli artisti nei diversi campi d’indagine dia un apporto fondamentale allo sviluppo del pensiero e che questo processo si relazioni in egual misura sia con i giusti riconoscimenti della critica che con l’interazione fondamentale del pubblico.
- I.T.K.: Sei una donna veramente sorprendente, sei la prima regista italiana ad aver realizzato un videoclip in 3D stereoscopico nel 2010! Ne vuoi parlare?
A.V.: Certo, un bellissimo ricordo: con il videoclip ‘Will dogs run’ degli Hollowblue il mio co-regista ed io avevamo vinto il primo premio assoluto del prestigioso 3D Film Festival di Hollywood, iniziando così una collaborazione con un noto producer di Los Angeles, Bob Johnston, proseguita poi per alcuni anni, che mi ha portato a tenere lectio magistralis di ripresa 3D stereoscopico in tutta Europa e vedere i miei lavori presentati e proiettati a diversi festival statunitensi, non ultimo il 3D satellite del Sundance Film Festival!
Ma in realtà l’esperienza relativa al 3D stereoscopico che mi ha gratificato maggiormente è stato girare come unica regista “Viceversa 3D” al padiglione Italia della Biennale di Venezia, nel 2013: il primo documentario europeo sull’arte contemporanea girato in 4K e 3D steroscopico, con testi a cura del critico d’arte Bartolomeo Pietromarchi.
Da lì in avanti il mio percorso creativo si è ampliato esponenzialmente, portandomi ad approfondire molteplici aspetti dell’arte, con mia grande soddisfazione.
- I.T.K.: Di recente, la comparsa dell’intelligenza artificiale e la sua applicazione nella vita, e quindi anche nell’arte, hanno suscitato molte polemiche. Credi che l’intelligenza artificiale possa contribuire allo sviluppo illimitato di questo mondo oppure che sia una minaccia?
A.V.: Il discorso sull’intelligenza artificiale sarebbe troppo lungo e profondo, ma cercherò di sintetizzare.
Sicuramente il progredire delle tecnologie è sempre molto stimolante per un artista visuale, perché allarga le opportunità di espressione a campi inesplorati, ma personalmente (nonostante i miei pregressi ‘record’ tecnologici succitati!) non amo neppure affidarmi totalmente a Photoshop e affini, per la realizzazione delle mie opere: perfino le mie creazioni in digital art sono realizzate partendo da fotografie reali scattate da me, e assemblate tramite un collage digitale in cui l’apporto non umano è quasi inesistente.
Quindi per quanto mi concerne non credo che l’AI in sé e per sè possa nè contribuire in maniera determinante allo sviluppo dell’arte, che in quanto tale si nutre delle fantasie umane e ne è la concretizzazione, nè rappresentare per essa una minaccia reale.
Per chiarire il mio pensiero cercherò di spiegare come ‘funziona’ l’AI quando le si chiede di creare un’immagine,
partendo da un concetto molto ben espresso da Ferla.
Il presupposto dell’Ai è che l’immagine scaturisca da un testo: e ciò è semplicemente assurdo, in quanto una trasformazione testo-immagine comporta sia l’interpretazione, che non può essere univoca, che un’inevitabile perdita di dati.
Prendiamo ad esempio la poesia: essa comprende certamente anche un immaginario visuale, che però non coincide con l’immaginario visivo, perché la memoria visiva lavora su un altro tipo di meccanismo.
L’immagine prodotta dalla AI partendo da un testo è pertanto l’interpretazione di un algoritmo che inventerà qualcosa che però non è mai ciò che l’artista avrebbe creato in autonomia.
Ecco perché credo che la vera arte non sarà minacciata dall’AI.
Temo che i settori che verranno messi in crisi saranno quelli commerciali, in quanto – per fare un esempio banale- per girare un video promozionale o un servizio fotografico ai Caraibi o sull’Everest, si dovevano affrontare tutti i costi ed i rischi meteorologici e di produzione che tali viaggi comportano, mentre adesso si può tranquillamente farlo stando comodamente seduti davanti a un computer e dialogando con la AI.
L’unico rischio quindi è che la committenza, in futuro, anziché interpellare i professionisti nei diversi campi “chieda” direttamente all’AI di realizzare progetti etc in modo virtuale… Ma non dobbiamo preoccuparci troppo: basta guardare il video promozionale dei Castelli Romani con Francesca Giubelli (influencer non umana, ma creata da AI) come testimonial per capire che, mancando totalmente di empatia, non è in grado di veicolare adeguatamente il messaggio. Quindi la soluzione esiste: per i creativi sarà sufficiente concentrarsi nel promuovere proprie doti e pregi che non possano essere in alcun modo mutuati dall’AI.
In ultima analisi, credo proprio che la maniera vincente per contrastare la supremazia dell’AI sia affidarsi alla creatività umana!
- I.T.K.: Si parla di crisi dell’arte, la gente non legge, va poco al cinema e a teatro, dilagano maleducazione, volgarità e mancanza di sensibilità. Che peccato, l’arte sarebbe in grado di addolcire anche le belve più feroci! Che ne pensi?
A.V.: È stato dimostrato scientificamente che persino chi ha gravi patologie se dedica tempo ed attenzione a qualcosa di artistico (che sia musica, letteratura, arti figurative o astratte, poesia) migliora nettamente il decorso della sua malattia.
(Senza arrivare alle mucche che producono più latte o le galline che fanno più uova!)
Credo fermamente nell’arteterapia e penso che per creare un mondo migliore bisognerebbe implementare l’insegnamento delle arti nelle scuole di ogni ordine e grado, anziché tendere a diminuirlo come si sta cercando di fare: in primis perché il cervello umano ha bisogno dell’arte come dell’ossigeno e del nutrimento!
Non a caso giochiamo sin dai primi giorni di vita: e poi, crescendo, da bambini balliamo, cantiamo, recitiamo storie e disegniamo, tutte cose fondamentali per la nostra crescita sensoriale e cerebrale, che faranno sì che possiamo sviluppare l’apprendimento.
Senza contare che l’arte contemporanea è anche uno dei cardini della società: tramite le creazioni delle nostre opere noi artisti possiamo esprimere diversi punti di vista su questioni economiche, politiche, possiamo parlare di giustizia sociale, di questioni etiche e ambientali sollevando discussioni proficue e costruttive!
In sintesi: la vita deprivata dell’arte diventerebbe priva di significato.
- I.T.K.: In quanto artista già affermata, cosa diresti a qualcuno che, divenuto adulto, decide di unirsi agli ammiratori della Musa? Secondo te, vale la pena dedicarsi all’arte o è piuttosto un relitto del passato?
A.V.: L’arte È, è sempre stata e sempre sarà: basti pensare alle pitture rupestri datate a più di 50.000 anni fa, o alle sculture delle cosiddette “veneri” paleolitiche (piccole statue in osso, avorio, pietra che rappresentavano figure femminili coi genitali molto pronunciati, diffuse in svariate culture primitive, dall’Atlantico alla Siberia).
Non è un caso che l’umanità sin dai primordi abbia sentito la necessità di creare qualcosa che esulasse dalle mere necessità fisiologiche; infatti è ormai arcinoto che ci sono zone del cervello deputate all’arte: da quelle della corteccia cerebrale dedicate al riconoscimento della musica o della danza sino al nostro sistema di elaborazione visiva, che crea immagini reali o fittizie con la stessa prontezza.
E visto che, citando Vygotskij, “ Scopo dell’arte è dare la sensazione della cosa, come d’una cosa veduta e non già avvistata”, si può affermare che l’arte sia fondamentale per relazionarsi con l’ambiente: inventare qualcosa che prima non c’era tramite un atto creativo ci aiuta a mettere a fuoco, a elaborare e metabolizzare le nostre esperienze più profonde.
Quindi suggerirei a chiunque di confrontarsi con Clio, Euterpe, Talia, Calliope, Melpomene, Tersicore, Polimnia, Erato e Urania, a seconda delle sue personali predisposizioni!
Alessandravinotto.it
http://linkedin.com/in/alessandra-vinotto-750a504a
